Powrót - BLOG

Dlaczego sceptyk wybrał hipnoterapię

Hipnoza i hipnoterapia

9 minut

Nie trafiłem na hipnoterapii dlatego, że szukałem niezwykłego stanu albo szybkiej odpowiedzi. Początkowo podchodziłem do niej sceptycznie. Przekonało mnie dopiero to, jakiego efektu doświadczyłem później.

Michał Kulikowski

Gdy po raz pierwszy usłyszałem, że mógłbym zawodowo zajmować się hipnoterapią, nie pomyślałem: „wreszcie znalazłem swoją metodę”. Moja reakcja była bliższa: „hipnoza? Naprawdę?”.

Sama nazwa uruchamiała skojarzenia z czymś mało precyzyjnym, może nawet widowiskowym. Nie miałem też własnych doświadczeń, które potrafiłbym nią opisać. Byłem zainteresowany psychologią, kończyłem kolejne szkolenia i od lat pracowałem ze sobą, ale hipnoza nie wydawała mi się oczywistym następnym krokiem.

Nie odrzuciłem jej jednak tylko dlatego, że budziła moje wątpliwości. Miałem już styczność z metodami, które skupiały się na doświadczaniu, bardziej niż rozmowie, więc postanowiłem sprawdzić, co rzeczywiście dzieje się pod tą nazwą. To, co odkryłem, nie wymagało ode mnie porzucenia sceptycyzmu. Przeciwnie - pozwoliło mi wykorzystać go do oddzielenia realnych procesów od mitów, wielkich obietnic i niepotrzebnej tajemniczości.

Zanim pojawiła się hipnoza, było jedno pytanie…

Odkąd pamiętam, fascynowało mnie z pozoru proste pytanie: co to znaczy być człowiekiem? Z niego wyrastały kolejne: kim jestem, co to znaczy być sobą i jak przeżyć życie pełniej, a jednocześnie w zgodzie ze sobą?

Przez lata szukałem odpowiedzi w wielu miejscach. Interesowały mnie historia, społeczne narracje i sposoby, w jakie kultura podpowiada nam, kim powinniśmy być. Zaglądałem do różnych zakątków świata samorozwoju - świeckich i duchowych, skoncentrowanych na męskości i takich, które zachęcały do odrzucania ról społecznych na rzecz „wewnętrznego głosu”.

Każde z tych miejsc pozwalało zobaczyć coś ważnego. Żadne nie dawało jednak odpowiedzi, którą można byłoby po prostu przyjąć i zastosować do całego życia. Długo zakładałem, że taka odpowiedź istnieje gdzieś na zewnątrz, a ja muszę tylko szukać wystarczająco wytrwale.

Z czasem zacząłem rozumieć, że ważniejsze od odnalezienia jednej mapy może być rozwijanie zdolności orientowania się we własnym doświadczeniu. Nie chodziło już tylko o to, co jest prawdziwe „w ogóle”, lecz także o to, co dzieje się ze mną w konkretnej sytuacji i jaka odpowiedź jest wtedy zgodna z tym, co dla mnie ważne.

Psychologia nauczyła mnie nie ufać łatwym odpowiedziom.

Psychologia akademicka przyciągnęła mnie swoim głodem poznania. Chciałem rozumieć, jak działa mózg, jak powstają emocje i decyzje, czy istnieje jedno „prawdziwe ja” oraz co właściwie pomaga ludziom zmieniać utrwalone sposoby reagowania.

Najważniejszą lekcją nie okazał się jednak gotowy zestaw odpowiedzi. Psychologia nauczyła mnie myślenia pytaniami: sprawdzania założeń, odróżniania obserwacji od interpretacji i pozostawiania miejsca na to, czego jeszcze nie wiemy.

Badania pozwalają opisywać prawidłowości i oceniać, co w uśrednieniu pomaga określonym grupom ludzi. Człowiek siedzący naprzeciwko nie jest jednak średnią z badanej próby. Ma własną historię, relacje, zasoby, ograniczenia i sposób nadawania znaczenia temu, co go spotyka. Ta indywidualność nie jest przeszkadzającym dodatkiem do metody. Jest częścią rzeczywistości, z którą metoda musi umieć się spotkać.

Im więcej uczyłem się o człowieku, tym mniej wierzyłem w jedną odpowiedź, która miałaby pasować do wszystkich.

Nie oznacza to odrzucenia badań ani procedur. Oznacza ostrożność wobec obietnic, że sama nazwa metody wyjaśnia problem i gwarantuje rezultat. Coraz bliższe stawało mi się podejście, w którym pracujemy z człowiekiem i procesem podtrzymującym jego trudność, a nie wyłącznie z etykietą problemu.

Czego nie dawała mi sama analiza?

Ta zmiana perspektywy nie wydarzyła się wyłącznie podczas studiów i lektury badań. Równolegle przechodziłem własną drogę pracy ze sobą. Przez lata wędrowałem od metody do metody, mając nadzieję, że któraś wreszcie wskaże mi właściwy kierunek.

Zrozumienie bywało pomocne. Potrafiłem nazwać mechanizm, połączyć dzisiejszą reakcję z wcześniejszym doświadczeniem i logicznie wyjaśnić sobie, dlaczego coś robię. Mimo to w ważnym momencie ciało, emocje albo utrwalony automatyzm potrafiły poprowadzić mnie dokładnie tą samą drogą co wcześniej.

Przełomowe okazały się dla mnie metody doświadczeniowe. Takie, w których analiza na chwilę schodziła na drugi plan, a ja mogłem zostać z tym, co rzeczywiście przeżywam: obrazem, napięciem, impulsem, konfliktem lub uczuciem, dla którego brakowało słów.

Nie chodziło o przyjęcie perspektywy narzuconej przez osobę prowadzącą. Najwięcej wnosiły te procesy, które pomagały mi zobaczyć własne doświadczenie inaczej i usłyszeć potrzeby zagłuszane w codziennym pośpiechu. Czasem to, co wcześniej było tylko trafną myślą, stawało się czymś odczuwalnym i możliwym do wypróbowania.

To doświadczenie zostało ze mną na długo: można bardzo dobrze rozumieć problem, a nadal automatycznie reagować po staremu. Wiedza i zmiana nie są tym samym.

Co zobaczyłem, kiedy sam spróbowałem hipnozy?

Na hipnoterapię trafiłem dzięki osobom związanym z Profesjonalną Szkołą Hipnoterapii. Początkowo podchodziłem do niej z rezerwą. Nie chciałem wierzyć w opowieść o wyjątkowym stanie ani przyjmować na słowo, że metoda działa tylko dlatego, że ktoś mówi o niej z przekonaniem.

Pozwoliłem sobie jednak jej doświadczyć. Najbardziej zaskoczyło mnie nie to, jak bardzo była, z pozoru, niezwykła, lecz jak wiele elementów już znałem z sesji medytacji w różnych podejściach.

Rozpoznałem skupienie uwagi, pracę z wyobraźnią, większe zaangażowanie w wewnętrzne doświadczenie i możliwość próbowania innej reakcji. Rozpoznałem też procesy obecne w różnych metodach doświadczeniowych: zmianę perspektywy, kontakt ze sprzecznymi potrzebami, mentalną próbę przyszłego działania czy pracę z dzisiejszym znaczeniem wcześniejszego wydarzenia.

Nie uznałem, że wszystkie metody, z których wcześniej korzystałem, były po prostu hipnozą pod inną nazwą. To byłoby zbyt daleko idące uproszczenie. Zobaczyłem natomiast, że hipnoza może tworzyć warunki, w których znane psychologii procesy stają się bardziej doświadczeniowe - namacalne.

Współczesne definicje opisują hipnozę przez skupienie uwagi, ograniczenie świadomości bodźców znajdujących się na jej obrzeżach oraz większą zdolność reagowania na sugestię. Nie oznacza to utraty świadomości ani oddania komuś kontroli. Człowiek nadal może mówić, oceniać to, co się dzieje, nie przyjąć sugestii i przerwać ćwiczenie. (Elkins et al., 2015; Lynn et al., 2020)

Nie przekonała mnie obietnica, że hipnoza da mi odpowiedź. Przekonało mnie to, że skupia się doświadczeniu, które zmienia perspektywę.

To rozróżnienie było dla mnie kluczowe. Hipnoterapia nie musiała być konkurencją dla psychologii ani systemem opartym na wierze. Wręcz przeciwnie, mogła być sposobem pracy z uwagą, sugestią, wyobraźnią i doświadczeniem — pod warunkiem, że korzysta się z niej odpowiedzialnie i wie się, po co proponuje się konkretną interwencję. Psychologia i jej dorobek naukowy są w związku z tym niezbędnym elementem dobrze prowadzonej hipnoterapii, a nie dodatkiem.

Dlaczego wybrałem właśnie tę metodę?

Nie zdecydował o tym jeden spektakularny moment. Ważniejsze było stopniowe rozpoznanie, że hipnoterapia łączy kilka rzeczy, których szukałem przez lata.

Nie zatrzymuje się na rozmowie o zmianie

Rozmowa pomaga porządkować doświadczenie, zauważać zależności i określać kierunek. Czasami potrzebujemy jednak nie tylko opisać nową reakcję, lecz również spróbować jej w wyobraźni, zauważyć związane z nią odczucia i sprawdzić, co dzieje się wtedy z naszym automatyzmem.

To nie zastępuje działania w rzeczywistym świecie. Może jednak zmniejszyć odległość między „wiem, co chciałbym zrobić” a „potrafię zareagować w ten sposób w sytuacji, która zwykle mnie uruchamia”.

Jest pojemna, ale nie musi być uniwersalną odpowiedzią

W hipnozie można pracować z próbą mentalną, znaczeniem sytuacji, reakcją ciała, unikaniem, nawykiem lub wewnętrznym konfliktem. Ta elastyczność jest dla mnie wartością, ponieważ podobnie nazwane trudności mogą być podtrzymywane przez zupełnie różne procesy.

Pojemność metody nie oznacza jednak, że nadaje się ona do wszystkiego ani że jeden skrypt zadziała na każdego. Najpierw trzeba zrozumieć konkretną sytuację, ustalić cel i sprawdzić, czy hipnoterapia jest adekwatną formą pracy - właśnie dlatego prowadzę bezpłatne konsultacje przed każdą pracą z klientami.

Jej efekt trzeba sprawdzać poza gabinetem

WIele z moich własnych doświadczeń z różnymi metodami samorozwoju były intensywne i ważne. Z czasem nauczyłem się jednak, że siła przeżycia podczas sesji nie jest jeszcze miarą trwałej zmiany.

Znaczenie ma to, co staje się możliwe później: czy człowiek podejmuje odkładaną rozmowę, wraca do treningu, łatwiej stawia granice, potrafi kontynuować po błędzie albo rzadziej rezygnuje z ważnego działania pod wpływem napięcia.

Dlatego potrzebne są konkretne cele, obserwowalne wskaźniki i kolejne kroki wykonywane pomiędzy spotkaniami. Sesja może otworzyć możliwość nowej reakcji. Życie poza gabinetem pokazuje, czy ta możliwość staje się dostępna wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebna.

Duży potencjał wymaga dużej odpowiedzialności

Kiedy zdecydowałem, że chcę pracować z ludźmi, sama fascynacja metodą nie była dla mnie wystarczającą podstawą. Ze względu na naukowe przygotowanie i znaczenie etyki zawodowej szukałem szkoły, której program będzie obszerny, praktyczny i osadzony w myśleniu o dobru klienta.

Nie uważałem, że weekendowy kurs przygotowałby mnie do odpowiedzialnego prowadzenia procesów. Wybrałem całoroczną Profesjonalną Szkołę Hipnoterapii. Program obejmował dziesiątki godzin praktyki, egzamin prowadzony przez nauczycieli z wieloletnim doświadczeniem oraz superwizje. Dopiero podczas tego kształcenia jeszcze wyraźniej zobaczyłem, z ilu elementów składa się dobrze poprowadzona praca.

Technika jest tylko jednym z nich. Równie ważne są rozmowa o celu, sprawdzenie przeciwwskazań, świadoma zgoda, umiejętność reagowania na informację zwrotną, rozpoznawanie granic własnych kompetencji i gotowość do powiedzenia: „w tej sytuacji potrzebna jest inna forma pomocy”.

Kontynuuję studia psychologiczne i rozwijam wiedzę w obszarze psychologii klinicznej. Mam świadomość, że praca rozwojowa z osobą w ogólnym zdrowiu psychicznym różni się od leczenia zaburzeń, prowadzenia psychoterapii czy interwencji w kryzysie. Hipnoterapia rozwojowa nie powinna udawać żadnej z tych form pomocy.

Właśnie dlatego przed rozpoczęciem współpracy prowadzę bezpłatną konsultację. Służy ona nie tylko omówieniu celu i odpowiedzi na pytania. Pozwala również sprawdzić, czy mój sposób pracy jest adekwatny do sytuacji danej osoby, czy też pierwszeństwo powinna mieć konsultacja psychologiczna, psychoterapeutyczna, psychiatryczna lub medyczna.

Duży potencjał metody nie zmniejsza odpowiedzialności osoby, która z niej korzysta. Zwiększa ją.

Praca ze sportowcami, artystami i osobami kreatywnymi

Mój sposób pracy kształtowały nie tylko psychologia i hipnoterapia. Od ponad jedenastu lat rozwijam się również jako artysta poprzez taniec, muzykę i improwizację na handpanie.

Zaczynałem w świecie tańca scenicznego. Uczyłem się choreografii i myślałem o występach na koncertach oraz w telewizji. Z czasem zrozumiałem, że najbardziej interesuje mnie nie samo odtworzenie ruchu, lecz ekspresja i kontakt z uczuciami, których nie potrafię wyrazić słowami. Poszedłem w stronę improwizacji i stylów street dance, rozbudowując warsztat po to, by coraz swobodniej odpowiadać ruchem na muzykę.

Ta droga miała wiele barw: zawody, występy sceniczne, zespoły i prowadzenie zajęć, ale również kontuzje, wypalenie, powroty po dłuższych przerwach, tremę i lęk przed oceną. Dzięki temu, pracując z artystami i sportowcami, nie znam presji wyłącznie z definicji. Rozumiem doświadczenie chwili, w której umiejętność jest dostępna na treningu, a znika wtedy, gdy zaczyna się ocena, wynik lub publiczność.

Nie oznacza to, że moja historia jest taka sama jak historia klienta. Pomaga mi jednak szybciej zrozumieć kontekst i zadawać trafniejsze pytania.

Jak moja droga wpływa na sposób pracy

Cała opisana droga przekłada się dziś na kilka prostych zasad:

  • zaczynamy od konkretnej sytuacji i zmiany, którą chcesz zauważyć w codziennym życiu;

  • wyjaśniam cel proponowanego ćwiczenia i nie oczekuję, że przyjmiesz metodę „na wiarę”;

  • pozostajesz aktywnym uczestnikiem procesu i możesz w każdej chwili zgłosić wątpliwość, zmienić tempo albo zatrzymać pracę;

  • oceniamy nie tylko przeżycie podczas sesji, lecz przede wszystkim to, co zmienia się poza nią;

  • jeżeli problem wymaga innej formy pomocy lub wykracza poza moje kompetencje, mówię o tym wprost.

Sceptycyzm nie okazał się więc czymś, co musiałem pokonać, aby wybrać hipnoterapię. Stał się filtrem, dzięki któremu mogłem odrzucić to, co niepotrzebnie mistyczne, i zostać przy tym, co uważam za najważniejsze: ugruntowaniu w psychologii, uważnej pracy z konkretnym człowiekiem, doświadczeniem oraz zmianą, którą można rozpoznać w jego życiu.

Nie musisz wierzyć w hipnozę. Warto natomiast wiedzieć, po co się z niej korzysta, co dzieje się podczas pracy i po czym poznamy, że coś rzeczywiście się zmienia.

Jeśli zastanawiasz się, czy taki sposób pracy pasuje do Twojej sytuacji, możesz umówić się na bezpłatną konsultację. To miejsce na pytania, wątpliwości i wspólne sprawdzenie, jaka forma pomocy będzie teraz najbardziej adekwatna.

Bibliografia

Tekst ma charakter osobisty. Poniższe źródła wspierają fragment dotyczący współczesnego rozumienia hipnozy, kontroli i sugestii.

  1. Elkins, G. R., Barabasz, A. F., Council, J. R., & Spiegel, D. (2015). Advancing research and practice: The revised APA Division 30 definition of hypnosis. International Journal of Clinical and Experimental Hypnosis, 63(1), 1–9. https://doi.org/10.1080/00207144.2014.961870

  2. Lynn, S. J., Kirsch, I., Terhune, D. B., & Green, J. P. (2020). Myths and misconceptions about hypnosis and suggestion: Separating fact and fiction. Applied Cognitive Psychology, 34(6), 1253–1264. https://doi.org/10.1002/acp.3730